Przyjechałam na twój wieczorek. Nawet nie wiedziałam, że piszesz. Nie mówiłeś o tym gdy poznaliśmy się te 4 lata temu.
Nadal się zastanawiam, dlaczego do mnie wtedy podszedłeś. Dlaczego zainteresowałeś się dziewczyną siedzącą pod drzewem. Dlaczego pomogłeś mi tak bezinteresownie. Nie wiem dlaczego, wiem tylko, że mimo upływu lat jestem nadal Ci wdzięczna.
Dlatego musiałam tutaj przyjechać. Do małego miasta Włocławek. Chciałam usłyszeć, nie ja musiałam usłyszeć znowu Twój głos. Zobaczyć jak spełniasz marzenie. Nie potrafiłam jednak napisać, ani zadzwonić z wiadomością, że przyjadę. Nie chciałam Ci psuć wieczoru. Pamiętałam jak się przecież rozstaliśmy.
To była moja wina. Zostawiłam Cię dla faceta, który regularnie mnie niszczył, a Ty chciałeś mnie przed nim chronić.
Mimo że miałeś 17 lat. A ja byłam już dorosłą kobietą.
Przed wyjazdem znalazłam hotel w centrum. Hotel "Młyn". Piękne miejsce. Wiedziałam, że by Ci się spodobało. Nie wiem jaki miałam cel w wynajmowaniu pokoju w hotelu. To tylko jedno popołudnie. Miałam przyjechać tylko na wieczorek poetycki. Takie spotkania autorskie przecież nie mogą trwać długo. Mogłam po spotkaniu od razu wrócić do siebie.
Jednak wybrałam pokój i zarezerwowałam. Wsiadłam w samochód. Jechałam długo. To była najdłuższa podróż mojego życia. Dwa razy chciałam zwrócić. Jednak nie zrobiłam tego. Byłam Ci to winna.
Wieczorek miałeś w miejscu zwanym Browar B. duży budynek z cegły. Piękne miejsce. Przed rozpoczęciem musiałam wejść na kawę . Strasznie się denerwowałam. Na szczęście w tym samym budynku była kafejka.
Zamówiłam latte z syropem miętowym i ciastko. Wypiłam tylko kawę. Nie mogłam nic przełknąć. Ty pewnie wtedy przygotowywałeś się na dole. Miałeś opowiadać o swoich wierszach w piwnicy. Gdzie jak się dowiedziałam z informacji na jednej z Włocławskich stron była kiedyś piwniczka gdzie leżakowało piwo. Spojrzałam na zegarek. Za 5 minut zaczynasz. Poczekam, aż już wszyscy wejdą i zajmą miejsca.
Nie chcę żebyś mnie zauważył. To egoistyczne ale chciałam tylko Cię zobaczyć. Nie chciałam rozmawiać i przepraszać. Chciałam tylko zobaczyć Twój uśmiech.
Spełniasz marzenia. Zazdrościłam Ci poniekąd. Mi nigdy nie udało się związać swojej przyszłości z moją pasją, fotografią.
Zacząłeś już gdy schowałam się w cieniu jednego z łuków. Ubrałam się elegancko żeby nie wyróżniać się z tłumu. Czarna rozkloszowana sukienka, wysokie czarne szpilki, rozpuściłam włosy spięłam je tylko kwiatem z boku. Miałeś na sobie idealnie pasujący czarny garnitur, pod nim fioletowa koszula. Czarno-biała muszka. I dwie różne skarpetki. Uśmiechnęłam się do siebie. Cały ty. Zwariowany do granic możliwości. Nawet na tak poważnym spotkaniu musiałeś to pokazać.
Wcześniej tego nie zauważyłam ale w tle ktoś grał "Majora ponurego" i "Słowo banalne". To były nasze piosenki. Poczułam samotną łzę na policzku. Wytarłam ją pośpiesznie. Nie powinna się pojawić.
Ludzie zadawali Ci mnóstwo pytań. Były różne. Najczęściej banalne. Pewien pan z trzeciego rzędu zadał pytanie, kolejne z powszechnych na takich spotkaniach.
-Dlaczego Pan pisze? Co było Pana inspiracją?
-Kiedyś spotkałem zapłakaną dziewczynę po drzewem na obozie harcerskim. Odwróciła moje życie do góry nogami. I zniknęła.- odpowiedziałeś zapatrzony w pustą przestrzeń- I wiem Pan co? Ona nadal jest moją inspiracją.
Wtedy coś sobie uświadomiła. Nie powinno mnie tu być, to nadal we mnie siedzi. To uczucie nadal we mnie jest. A nie powinno. Mam męża, którego kocham. Piękną córeczkę, która jest całym moim światem. A to nadal siedzi tak głęboko. Odwróciłam się pospiesznie. Chciałam stamtąd wybiec. Nie możesz mnie zobaczyć i moich łez. Nie mogłam powstrzymać płaczu. Już dawno tak nie płakałam. Gdy doszłam do schodów, zatrzymałam się. Znowu zachowałam się jak egoistka. Pieprzona egoistka! Zamiast zniknąć odejść dopóki mnie nie widzisz. Odwróciłam się. Chciałam jeszcze raz na Ciebie spojrzeć. Wtedy na mnie spojrzałeś i ty. Spojrzałeś na mnie tym swoim wzrokiem jak podczas naszych wieczorów przy ognisku.
Szybko spuściłam wzrok. Zaczęłam iść. Pobiegłeś za mną.
Wyszłam z budynku na ulicę przyspieszonym krokiem. Udawałam, że nie wiem, że idziesz za mną. A ty? Przestałeś biec. Podążałeś za mną. Krok w krok moim śladem. Utrzymywałeś taką odległość, żebym zdawała sobie sprawę z twojej obecności. Jednak tak daleką, że gdy obróciłabym głowę nie byłabym w stanie Cię zobaczyć. Ale tego nie jestem pewna, nie miałam odwagi tego zrobić.
Dotarliśmy do hotelu. Nie wzruszyło Cię to. Gdy ja odbierałam klucze u recepcjonistki, ty stanąłeś na zewnątrz. Zapaliłeś papierosa ale nadal czułam twoje spojrzenie. Zrobiłeś to chyba specjalnie. Nienawidziłam tego, że palisz.
Gdy zauważyłeś, że idę do windy, zgasiłeś szybko do połowy dopalonego papierosa. Spokojnym krokiem dotarłeś za mną do schodów. Nadal unikałam twojego wzroku. Nie umiałam spojrzeć Ci w oczy, a miałam w nich wypisane tyle słów. Miliony przepraszam.
Dotarłam do pokoju. Już wsadziłam kluczę do zamka i chciałam je przekręcić, gdy nagle. Sparaliżował mnie twój zapach. Stałeś za mną. Czułam twój oddech na karku i to tylko dzięki temu, że miałam na nogach szpilki. Przecież masz prawie 2 metry wzrostu. Pomogłeś mi otworzyć drzwi. Praktycznie sam je otworzyłeś. Nie pozwoliłeś mi na zapalenie światła. Zamknąłeś drzwi. I wtedy spojrzałam na Ciebie pierwszy raz. Spojrzałam na twoją twarz oświetloną światłem latarni.
Zacząłeś mnie całować. Całowałeś jak kiedyś. Tak samo namiętnie. Tak samo jak podczas naszej ostatniej wspólnej nocy.
Wziąłeś mnie na ręce. I oczami wyobraźni zobaczyłam tego uśmiechniętego Ciebie. 17 letniego chłopaka, który niósł mnie gdy zemdlałam. To było to samo uczucie. Usiadłeś ze mną na łóżku. Wyjąłeś mi kwiatka z włosów rozpuszczając je całkowicie.
Przez cały ten czas nie powiedziałeś nic. Siedzieliśmy tak po prostu, a ty patrzyłeś na mnie. Dotykałeś łagodnie twarzy, włosów i szyi. Twoje palce zatrzymały się na ustach. Pocałowałeś mnie tym razem mocniej. Schodziłeś policzkiem w dół wprost do szyi. Poczułam, że moja sukienka zaczęła się ze mnie zsuwać. Nie protestowałam. Chciałam tego, tak bardzo chciałam.
Całowałeś każdą część mojego ciała jakbym była cudem. I dla Ciebie nim byłam. Chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie. Nagle zauważyłam, że jesteś już na mnie i jesteś mną. Jesteś we mnie.
-Jestem Twoja.-powiedziałam tylko.
A Ty znów prześwietliłeś mnie wzrokiem. Zatopiłeś się w moich wargach.
Oplotłam Cię całego. Byłeś mój. Nie chciałam Cię puścić już nigdy. Kochaliśmy się tak jak to wygląda w filmach. Namiętnie, powoli i rozkoszując się każdą sekundą. Byliśmy jednym ciałem. Nigdy nie czułam się tak jak wtedy. Czułam, że razem z Tobą spełniam marzenia. Ty nim byłeś. I właśnie się ziściłeś.
Nic się nie liczyło. Tylko my. Dwa ciała splecione w jedno. Nareszcie mogłam powiedzieć My.
Zasnęłam na tobie. nadal byliśmy połączeni. Czułam muzykę twojego bijącego serca. Cały świat zaplatany w pościel. Cały świat pode mną.
Słońce łagodnie zajrzało przez firanki do pokoju w którym nadal czułam Twój zapach. Otworzyłam oczy z nadzieją, że jesteś obok. Że będę miała okazję Ci wszystko wyjaśnić, przeprosić. Zostać tutaj z Tobą. Ale kiedy otworzyłam oczy. Zniknąłeś. Zostawiłeś po sobie tylko swój zapach, uczucie i kartkę.
"Jesteś najważniejsza, zawsze byłaś i będziesz. Ale teraz wróć do córki. Ona potrzebuje Cię bardziej. Kocham Cię. To zawsze byłaś Ty."
Nie wiedziałam co robić. Usiadłam pospiesznie na łóżku w którym kurwa powinieneś być! Ja chciałam żebyś Ty też ją poznał. Może byś pokochał ją jak swoje dziecko. Wiem, że tak by było. Przecież ma moje oczy, które zawsze mówiłeś, że kochasz najbardziej i to w nich zakochałeś się na samym początku.
Zrozumiałam jednak coś istotnego. Zasłużyłam sobie na to. Zrobiłam ci coś złego. Zostawiłam cię gdy ty mając 17 zasmarkanych lat chciałeś ustawić sobie całe życie pode mnie. Chciałeś wprowadzić się do mnie. Do Wrocławia. Zostawiając za sobą wszystko.
To wywołało jeszcze więcej łez. Nie myśląc długo chciałam wybiec przed hotel. Szukać Cię. To nie miało by sensu. Nie znam tego miasta. I jeśli nie chcesz mnie w swoim życiu? Czemu mam się w nim znowu pojawiać?
-Brakuje mi Cię…- powiedziałam do prawie pustego parkingu.
Wsiadłam do mojego samochodu. Naszego samochodu, poprawiłam sama siebie. Samochód mój i mojego męża. Zdradziłam go dzisiejszej nocy i wiem, że zrobiłabym to ponownie. Nie miałam wyrzutów sumienia. Po prostu jechałam autostradą szybkiego ruchu. Ciesząc się z myśli, że zobaczę za parę godzin moją córeczkę.
I postaram się, że gdy dorośnie nie odrzuci miłości takiej jaką mi dałeś Ty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz