- Dziwne, no nie?
- Ale co? – zapytała mnie niepewnie.
- Że potrafimy leżeć i nic nie mówić, a ta cisza nie
krępuje, nie kaleczy. – odpowiedziałem z głupkowatym uśmiechem.
- To się nazywa miłość, Misiek.
Przekręciła się na bok w moją stronę i obdarzyła mnie jednym
z tych uśmiechów. Specjalnych uśmiechów od których miękły mi nogi. I pocałowała
nagle, namiętnie i na koniec zostawiła swój podpis przygryzając moje wargi.
Uwielbiałem to. Pamiętam pierwsze rozmowy z dziadkiem o związkach. Miałem zaledwie
5 lat, a mimo to od dziecka chciałem być z kimś, mieć powierniczkę tajemnic i
snów. Po prostu Kochać na całe życie.
- Dziadku? – zapytałem z tą ciekawością pięciolatka.
- Tak? – już wiedział, że zadam jedno z tych ciężkich pytań
na które tylko on umiał mi odpowiedzieć.
- Dlaczego nie przytulasz babci? Widziałem jak kiedyś w
parku siedział pan z panią i ona siedziała mu na kolanach, a czemu babcia nie
siada na Twoich?
Pamiętam zdziwienie dziadka jakby to było wczoraj. Zawsze
zadawałem dojrzałe pytania ale za każdym razem dziadek był zaskoczony tak samo.
- Bo widzisz. Hmm. Jak Ci to by… - wyraźnie strofowany
starał się wybrnąć z sytuacji. Lubiłem ten moment kiedy dorośli nie umieli mi
odpowiedzieć.
- Ludzie na początku bardzo się kochają i okazują sobie tą miłość
w każdy możliwy sposób. Potem miłość dojrzewa i wszystko się zmienia.
Zrozumiesz jak dorośniesz…
Nadal nie rozumiem. Poznaliśmy się już 4 lata temu.
Mieszkamy razem w Bydgoszczy od trzech lat.
A ja nadal biegnę do mieszkania
prosto z pracy, bo wiem, że ona czeka. I gdy oderwała się już od moich warg
rozgryzając je lekko. Ja znowu poczułem ten dreszcz na ciele. Zauważyła tą
iskrę w moim oku.
- Kocham Cię – szepnęła mi na ucho i nie spodziewanie
uderzyła mnie poduszką. Chichocząc głośno zaczęła uciekać do kuchni. Nasze małe
mieszkanko. W kuchni nie mieliśmy nawet stołu tylko blat wbudowany w ścianę.
Ale ona doskonale wiedziała, że nie ma gdzie uciec. Nigdy nie chciała mi uciec.
- No to teraz się doigrałaś. – odpowiedziałem ze sztucznie
poważną miną po czym doskoczyłem do niej z zamiarem odnalezienia jej łaskotek.
Tylko ja wiedziałem gdzie je ma.
- Nie, nie, nie! Nie tylko nie łaskocz proszę! – krzyczała
przez śmiech.
- Sama zaczęłaś!
Powiedziałem nie przerywając i patrząc z uwielbieniem na jej
śliczny uśmiech. Padliśmy ze zmęczenia na ziemie w kuchni i wtuliłaś się we
mnie całym ciałem.
- Jesteś moja, nikomu Cię nie oddam. – powiedziałem szeptem.
- To powiedz to całemu światu, bo ja nigdzie się nie
wybieram. – odpowiedziała nie odrywając głowy od mojej piersi. – Kocham słuchać
bicia twojego serca.
- Jesteś moja, nikomu Cię nie oddam. – powtórzyłem.
- Ej, nie oszukuj! Miałeś to powiedzieć całemu światu! –
uderzyła mnie swoją małą piąstką w pierś.
A ja tylko spojrzałem w jej piękne zielone oczy lekko
przykryte czarną grzywką, dotknąłem jej twarzy i pocałowałem w czoło.
- Ty nim jesteś. – i tym razem ja pocałowałem ją pierwszy.
Bez opamiętania. Zniknęło wszystko. Czas płynął dla nas
inaczej. Wziąłem ją na ręce, ona oplotła mnie ramionami i swoim szarym swetrem
z za długimi rękawami i zaniosłem ją do łóżka. Wcześniej wiele razy uprawiałem
seks, z wieloma kobietami. Ale z nią pierwszy raz się kochałem i z nią ostatnią
będę to robił. Nawet nie zauważyłem kiedy już byliśmy nadzy w sypialni. Spletliśmy
się tak jakby ktoś zaraz miał nas na siłę rozdzielić.
Nasze ciała pasowały do siebie idealnie. Każdy ruch był
idealny. Płonęliśmy z namiętności. To nie był grzeczny seks. To nie nasza
bajka. My kochaliśmy się agresywnie i mocno. Nie oszczędzaliśmy się.
Pragnęliśmy siebie tak mocno, że często miałem rany na plecach od jej paznokci
ale one nie przeszkadzały. Rzuciła mnie na łózko i przejęła inicjatywę. Jej
biodra falowały na mnie niczym przepiękny ruchomy obraz. Przygryzała swoje
wargi patrząc mi prosto w oczy. Docisnęła mnie do łóżka jeszcze mocniej. W jej
oczach płonął ogień. Gdy schyliła się by mnie pocałować, ja przewróciłem ją na
plecy. Byłem w niej nie tylko fizycznie. Łączyliśmy się. Cali płonęliśmy.
Byliśmy dla siebie stworzeni. Wiedziałem to od pierwszej wiadomości. Od
pierwszego spojrzenia. Uwielbiałem ten moment gdy już płonęła całkowicie.
Odpływała i puszczały wszystkie hamulce. Plątanina rąk i uczuć. Czyste pożądanie.
A gdy już płomień
zgasł, ona nadal leżała na mnie. Ja byłem nadal w niej. I jak zawsze gdy już
nasze zmęczone oddechy się wyrównały ona wstała. Podeszła do szafy na palcach
zalotnie tak jak lubiłem. I wzięła moją koszule, założyła ją na piękne
nagie ciało i stanęła przy oknie. Pięknie wyglądała oświetlona światłem
latarni. Zapaliła dwa papierosy jednocześnie.
Wróciła z nimi do łóżka.
- Obiecaj, że mnie nie zostawisz. Nigdy. – odpowiedziała ze
łzami w oczach.
Wstałem tylko bez słowa i teraz ja ją obdarzyłem uśmiechem
złapałem za rękę tak żeby usiadła na skraju łóżka. Zabrałem jej papierosa. Zaciągnąłem
się intensywnie, wypuściłem dym. I nagi przekroczyłem pokój. Sięgnąłem do
tylnej kieszeni spodni i wyciągnąłem z niej pierścionek.
- Miłości mojego życia… - i nie zdążyłem do kończyć, bo
rzuciła się na mnie i odpowiedziałaś mi pocałunkiem…
- Kocham Cię i wyjdę za Ciebie choćby nawet jutro. –
założyła pierścionek położyła się na mnie i zasnęliśmy na podłodze, ona w mojej
koszuli i pierścionku ja ubrany tylko w jej zapach i miłość emanującą z każdego
ciała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz