środa, 25 listopada 2015

Marzenie przyszłości



- Dziwne, no nie?
- Ale co? – zapytała mnie niepewnie.
- Że potrafimy leżeć i nic nie mówić, a ta cisza nie krępuje, nie kaleczy. – odpowiedziałem z głupkowatym uśmiechem.
- To się nazywa miłość, Misiek.
Przekręciła się na bok w moją stronę i obdarzyła mnie jednym z tych uśmiechów. Specjalnych uśmiechów od których miękły mi nogi. I pocałowała nagle, namiętnie i na koniec zostawiła swój podpis przygryzając moje wargi. Uwielbiałem to. Pamiętam pierwsze rozmowy z dziadkiem o związkach. Miałem zaledwie 5 lat, a mimo to od dziecka chciałem być z kimś, mieć powierniczkę tajemnic i snów. Po prostu Kochać na całe życie.
- Dziadku? – zapytałem z tą ciekawością pięciolatka.
- Tak? – już wiedział, że zadam jedno z tych ciężkich pytań na które tylko on umiał mi odpowiedzieć.
- Dlaczego nie przytulasz babci? Widziałem jak kiedyś w parku siedział pan z panią i ona siedziała mu na kolanach, a czemu babcia nie siada na Twoich?
Pamiętam zdziwienie dziadka jakby to było wczoraj. Zawsze zadawałem dojrzałe pytania ale za każdym razem dziadek był zaskoczony tak samo.
- Bo widzisz. Hmm. Jak Ci to by… - wyraźnie strofowany starał się wybrnąć z sytuacji. Lubiłem ten moment kiedy dorośli nie umieli mi odpowiedzieć.
- Ludzie na początku bardzo się kochają i okazują sobie tą miłość w każdy możliwy sposób. Potem miłość dojrzewa i wszystko się zmienia. Zrozumiesz jak dorośniesz…
Nadal nie rozumiem. Poznaliśmy się już 4 lata temu. Mieszkamy razem w Bydgoszczy od trzech lat.    A ja nadal biegnę do mieszkania prosto z pracy, bo wiem, że ona czeka. I gdy oderwała się już od moich warg rozgryzając je lekko. Ja znowu poczułem ten dreszcz na ciele. Zauważyła tą iskrę w moim oku.
- Kocham Cię – szepnęła mi na ucho i nie spodziewanie uderzyła mnie poduszką. Chichocząc głośno zaczęła uciekać do kuchni. Nasze małe mieszkanko. W kuchni nie mieliśmy nawet stołu tylko blat wbudowany w ścianę. Ale ona doskonale wiedziała, że nie ma gdzie uciec. Nigdy nie chciała mi uciec.
- No to teraz się doigrałaś. – odpowiedziałem ze sztucznie poważną miną po czym doskoczyłem do niej z zamiarem odnalezienia jej łaskotek. Tylko ja wiedziałem gdzie je ma.
- Nie, nie, nie! Nie tylko nie łaskocz proszę! – krzyczała przez śmiech.
- Sama zaczęłaś!
Powiedziałem nie przerywając i patrząc z uwielbieniem na jej śliczny uśmiech. Padliśmy ze zmęczenia na ziemie w kuchni i wtuliłaś się we mnie całym ciałem.
- Jesteś moja, nikomu Cię nie oddam. – powiedziałem szeptem.
- To powiedz to całemu światu, bo ja nigdzie się nie wybieram. – odpowiedziała nie odrywając głowy od mojej piersi. – Kocham słuchać bicia twojego serca.
- Jesteś moja, nikomu Cię nie oddam. – powtórzyłem.
- Ej, nie oszukuj! Miałeś to powiedzieć całemu światu! – uderzyła mnie swoją małą piąstką w pierś.
A ja tylko spojrzałem w jej piękne zielone oczy lekko przykryte czarną grzywką, dotknąłem jej twarzy i pocałowałem w czoło.
- Ty nim jesteś. – i tym razem ja pocałowałem ją pierwszy.
Bez opamiętania. Zniknęło wszystko. Czas płynął dla nas inaczej. Wziąłem ją na ręce, ona oplotła mnie ramionami i swoim szarym swetrem z za długimi rękawami i zaniosłem ją do łóżka. Wcześniej wiele razy uprawiałem seks, z wieloma kobietami. Ale z nią pierwszy raz się kochałem i z nią ostatnią będę to robił. Nawet nie zauważyłem kiedy już byliśmy nadzy w sypialni. Spletliśmy się tak jakby ktoś zaraz miał nas na siłę rozdzielić.
Nasze ciała pasowały do siebie idealnie. Każdy ruch był idealny. Płonęliśmy z namiętności. To nie był grzeczny seks. To nie nasza bajka. My kochaliśmy się agresywnie i mocno. Nie oszczędzaliśmy się. Pragnęliśmy siebie tak mocno, że często miałem rany na plecach od jej paznokci ale one nie przeszkadzały. Rzuciła mnie na łózko i przejęła inicjatywę. Jej biodra falowały na mnie niczym przepiękny ruchomy obraz. Przygryzała swoje wargi patrząc mi prosto w oczy. Docisnęła mnie do łóżka jeszcze mocniej. W jej oczach płonął ogień. Gdy schyliła się by mnie pocałować, ja przewróciłem ją na plecy. Byłem w niej nie tylko fizycznie. Łączyliśmy się. Cali płonęliśmy. Byliśmy dla siebie stworzeni. Wiedziałem to od pierwszej wiadomości. Od pierwszego spojrzenia. Uwielbiałem ten moment gdy już płonęła całkowicie. Odpływała i puszczały wszystkie hamulce. Plątanina rąk i uczuć. Czyste pożądanie.
 A gdy już płomień zgasł, ona nadal leżała na mnie. Ja byłem nadal w niej. I jak zawsze gdy już nasze zmęczone oddechy się wyrównały ona wstała. Podeszła do szafy na palcach zalotnie tak jak lubiłem.   I wzięła moją koszule, założyła ją na piękne nagie ciało i stanęła przy oknie. Pięknie wyglądała oświetlona światłem latarni. Zapaliła dwa papierosy jednocześnie.
Wróciła z nimi do łóżka.
- Obiecaj, że mnie nie zostawisz. Nigdy. – odpowiedziała ze łzami w oczach.
Wstałem tylko bez słowa i teraz ja ją obdarzyłem uśmiechem złapałem za rękę tak żeby usiadła na skraju łóżka. Zabrałem jej papierosa. Zaciągnąłem się intensywnie, wypuściłem dym. I nagi przekroczyłem pokój. Sięgnąłem do tylnej kieszeni spodni i wyciągnąłem z niej pierścionek.
- Miłości mojego życia… - i nie zdążyłem do kończyć, bo rzuciła się na mnie i odpowiedziałaś mi pocałunkiem…
- Kocham Cię i wyjdę za Ciebie choćby nawet jutro. – założyła pierścionek położyła się na mnie i zasnęliśmy na podłodze, ona w mojej koszuli i pierścionku ja ubrany tylko w jej zapach i miłość emanującą z każdego ciała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz